Może mi lepiej nic nie życzyć, bo i tak nie działa

Wczoraj z wdzielkim wdziękiem wyglebiłam na pracowym podwórku, a później - z wdziękiem wcale nie mniejszym - weszłam do domu szczupakiem, robiąc przy okazji tyle huku, że aż dzieci zbiegły na dół zobaczyć, co się święci. Wszystko przez to, że chciałam sobie ułatwić życie - gips mam tak założony, że ta cholerna noga jest sporo dłuższa (palce idą w dół), więc żeby nią o nic nie zahaczać... założyłam wczoraj buty kowbojki (znaczy, tego... jednego buta

) na takim niewielkim obcasie. Nie pomyślałam, że to cholerstwo ma śliską podeszwę, a wczoraj padało

Taka jenteligentna jestem, szlag by trafił
