Założyłam ten wątek, ponieważ chciałabym, byście podzielili się historiami swoich kwiatków: gdzie je zdobyliście i czy to poszukiwanie wymarzonego kwiatka zajęło wam sporo czasu.

Opiszę wam historię mojej hoi.
Pewnego dnia, było to ok. miesiąc temu, ni z tego, ni z owego, zachciało mi się mieć hoję. Poszłam zatem do pierwszej lepszej kwiaciarni, głęboko przekonana, że pani ekspedientka sprzeda mi pachnącą hoyę, lecz okazało się, że tej roślinki ni huhu. W drugiej kwiaciarni też. W trzeciej sytuacja się powtórzyła. Nawet ekspedientka pokusiła się o wytłumaczenie mi, że w tym okresie hodowcy mogą mieć tą roślinkę, tylko musi pani... to i to..." Myślę: a pojadę sobie na giełdę kwiatową, tam MUSI być hoya!! Przyjeżdżam i wpadam do pierwszej budki i pytam "Dzień dobry, jest hoja?" "Nie ma, ale niech pani se zapyta Zdziśka". Idę do owego Zdziśka, lecz ten mnie wysłał do "wieśki na dole". Idę tam i pytam "Dzień dobry. Hoya jest?" "A chce pani Stefanotis?" "ale hoi nie ma?" "Nie ma". Idę do kolejnej "kryśki", "Hoja jest?" "Co proszę? Ja tu mam sztuczne kwiatki". I tak musiałam z bólem wrócić do domu, gdyż okazało się, że stefanotisa dostanę ("nawet pani upuszczę"), a hoi nie.
Wtem, już załamana, mama informuje mnie, że widziała w pewnym biurze na oknie hoję, ale wygląda okropnie. Pojechałyśmy i rzeczywiście - słaba, o niezwykle długich łodyżkach, rzadkich liściach, które wyglądały, jak odlane z jasnożółtego wosku. Wzięłyśmy ją (po prośbie oczywiście

) i tak hoja trafiła na błyskawiczny OIOM odnawiający. Teraz, po poszukiwaniach na giełdach, w kwiaciarniach, na targach, mam wątłą, rachityczną roślinę, ale jest! JEST!! Jestem ciekawa, czy uda jej się wrócić do pierwotnego stanu i wypuścić kwiaty.
Opiszcie swoje historie.
