Sisay! Odpowiadam w sprawie kotka

Kiedy się wprowadzaliśmy nasz dachowiec miał 3,5 roku. Wcześniej mieszkaliśmy w bloku na poddaszu. W pierwszym roku życia nie wypuszczaliśmy go z domu (sąsiedzi

), ale szybko nauczył się wymykać na dach i chętnie po nim spacerował -

- na krawędzi rynny! Ile mnie to zdrowia kosztowało!

Ale opanował tę sztukę do perfekcji. Po ok. roku zaczął wychodzić na dwór. W zasadzie - przeważnie wieczorem - a rano wracała (bo to kotka jest).
Kiedy się wprowadziliśmy na wieś, kicia wprowadziła się na poddasze, schowała się gdzieś na strychu. Zaniosłam jej tam kuwetę i yam też dostawała jeść. Po trzech dniach zdecydowała się zejść na dół

Stanęła przed drzwiami wyjściowymi i domagała się wypuszczenia. Nie wytrzymałam jej wrzasków i otworzyłam drzwi na dwór. To był wieczór, więc całą noc nie spałam, tylko nasłuchiwałam czy nie krzyczy.

Rano wstałam z przekonaniem, że poszła do miasta - na stare śmieci

(ok. 23 km) Ale kiedy otworzyłam drzwi wejściowe nasza kicia ochoczo wmaszerowała do domu.
I taka to jej historia.
Kiedy wracam z pracy - kicia nagle pojawia się nie wiadomo skąd

- i wchodzi do domu razem ze mną. Kiedy idę pracować w ogrodzie, zawsze kręci się w pobliżu - chyba mnie pilnuje

żebym głupot nie narobiła
