Przepraszam, że tyle to trwało. Najpierw nie miałam czasu, a potem utknęłam w narządach i nie miałam serca tego ciągnąć

No to tak:
W postach, jakie właśnie wymieniliśmy, Giuseppe stwierdza, że przetłumaczenie tego tekstu to niemal niemożliwa misja. Mówi, żebym po prostu napisała, że on bardzo kocha rośliny, że uważa je za "inne zwierzęta" ponieważ życie na Ziemi narodziło się tylko raz i właśnie pierwszym zwierzęciem była roślina, która straciła chlorofil. Pisze, że na swojej stronie umieścił tylko 18% zdjęć jakie ma do zeskanowania, że ta praca zajmie mu najbliższe 20 lat (jeśli dożyje). Imponująca lista zdjęć, jakie skanuje znajduje się tutaj:
http://www.photomazza.com/spip/article.php3?id_article=211 i cały czas jest powiększana. Niestety czasopisma, dla których pisał, nie są juz wydawane więc zaczął publikować w internecie. To jest jego pierwsza próba, w hołdzie Księstwu Monaco, gdzie mieszka. Strona o roślinach z tego kraju:
http://www.photomazza.com/spip/article.php3?id_article=269 Pisze, że ma nadzieję odwiedzić kiedyś Polskę i naszą wspaniałą puszczę z żubrami.
Odpisałam, że ma rację, że przetłumaczenie tego to "Mission Impossible". Że ostatnio nie miałam zbyt wiele czasu, ale kawałek zrobiłam i zdarza się, że nie rozumiem co napisałam. Tam jest o rzeczach, których nie umiem nazwać po polsku. Potrzebny byłby słownik botaniczny, ale go nie mam. Więc zdecydowałam poddać się, zrobię tylko kawałek zatytułowany 'come si coltiva' (mam nadzieję, że będzie bardziej przyjazny), z przodu napiszę to, co właśnie powiedział i myślę, że będzie ok ?
To tyle odnośnie naszej korespondencji

Co do tekstu - faktycznie, na początku jest kawałek, nad którym spędziłam więcej czasu niż nad całą resztą, bo (jak już wyżej pisałam) jest na wskroś botaniczny, traktuje o szczegółowej budowie kwiatu i narządów płciowych i utknęłam tam jak mucha w smole, bo ja tego nawet po polsku nie potrafię ponazywać. Pominęłam więc nazwy tych narządów oraz szczegółowy opis ich budowy, bo bałam się, że mi wyjdą bzdury. No i zmieniłam zdanie, zrobiłam całość a nie tylko kawałek o uprawie, bo tekst mnie zainteresował.
Przypomnę, skąd pochodzi tekst:
http://www.photomazza.com/spip/article.php3?id_article=47"Kwiat jest jak chinskie pudełko: kontur z pięcioma wierzchołkami, w formie gwiazdy, z trzema gwiazdkami w centrum, zawsze mniejszymi, uformowanymi z płatków bardzo skomplikowanej konstrukcji zwanej "korona". Kto powącha ryzykuje skok w tył, bo wiele stapelii czuć rybami albo zepsutym mięsem, i wszystko, botanicznie, wydaje się absurdalne.
Organy żeńskie są ukryte, cząsteczki pyłku nie marnują się jak to się zdarza u większości roślin, ale pozostają zawsze do nich przyczepione, zamknięte hermetycznie w 10 torebkach. Obserwuję je z bliska: są w parach, jak czereśnie, o specjalnych widełkach typowych dla rodziny. "Pułapki", które oszukują owady zmuszając je do przenoszenia ciężkich mas pyłku.
Dziwne konstrukcje! Nie są zbudowane z komórek, jak reszta kwiatu, ale z niezwykłej materii żywicznej, wytrzymałej i elastycznej, utwardzonej w precyzyjnej formie. Jest czym budzić ciekawość i dezorientować ekspertów!
Żeby je spotkać, zobaczyć te tajemnicze gwiazdy w naturze i podziwiać je w najlepszych kolekcjach, udałem się do Południowej Afryki, gdzie rośnie około połowa gatunków. W Europie faktycznie, poza bardzo rzadką Carallumą europejską występującą we Włoszech, w Lampedusa, i w Hiszpanii niedaleko Almerii, stapelii trzeba szukać w amatorskich kolekcjach albo w nielicznych ogrodach botanicznych specjalizujących się w sukulentach, jak Jardin Exotique w Monaco.
Od tysiącleci pod rozległym niebem rozkwitają także tam, gdzie życie wydaje się niemożliwe, na pustyniach, na wzgórzach skalnych lub wśród krzewów. Antyczne rośliny, zagłębiają swoje korzenie między kamieniami ale nie są, jak to często się zdarza dziwnym gatunkom, "żyjącymi skamielinami": stanowią dynamiczną grupę, w pełni rozwoju ewolucyjnego, gotową powtórzyć wybory z przeszłości aby uzyskać najkorzystniejsze rozwiązania dla swojej egzystencji.
"Żyjącymi skamielinami" jeżeli już, to wydają się raczej badający je: John Lavranos, Larry Leach oraz inni przyjaciele stamtąd, osobowości "wymarłe" w Europie od dłuższego czasu, co od 2000 roku dają radę jeszcze odkrywać większe rośliny, "piękne i niemożliwe", i nadawać im imiona jak w bohaterskich czasach Linneo.
John, botanik odkrywca, współpracownik sławnego Missouri Botanical Garden w Saint Louis, w niewiele więcej niż trzydzieści lat opisał ponad 50 z około 250 istniejących stapelii. A Larry, sympatyczny staruszek tuż przed osiemdziesiątką, po ochrzczeniu wielu "podróżuje" zawzięcie po publikacjach, często sprzeczając się z wieloma autorami. Wstaje o świcie: skromne śniadanie, kilka metrów na piechotę między mieszkaniem i laboratorium i od 7:30 do zachodu słońca siedzi przy mikroskopie należącym do Karoo Botanic Garden w Worcester, między górami książek, ziół i roślin w formalinie.
Korzysta z przebogatej kolekcji Ogrodu i kolejny raz przegląda kwiaty i testy, poddając ciągle dyskusji systematykę Stapeliowatych, botanicznie szczep Asclepiadaceae. Co 2-3 godziny pije filiżankę herbaty ale nie może pozwolić sobie na luksus wywiadu.
"Mam przed sobą niewiele lat życia", odpowiada ze śmiechem, "i muszę zdążyć dokonczyć moje badania." Później, sprowokowany pytaniami, pokazuje mi pierwsze trzy opublikowane tomy i zgadza się na wywiad. "W przeszłości", tłumaczy mi, "kiedy gatunek był postrzegany jako statyczny zbiór cech, niezmienny od momentu powstania, a nie jako manifestacja nieustannej ewolucji, wielka zmienność stapelii dała początek setkom nieistniejących gatunków. Dzisiaj trzeba zrobić porządek, rozpatrzyć szczegółowo wszystkie, po jednej, uwzględniając nowe odkrycia i bardziej odpowiednie kryteria podziału." Mówi o nowych gatunkach, o formach korony i o tym, jak są połączone z pniem. Oglądam później pod mikroskopem te tajemnicze torebki pyłkowe: podobne do małych nerek, z dziwną małą rurką na brzegu.
"Kwiat", kontynuuje Larry, "ma na górze małe wgłębienia, w których zbiera się nektar. Kiedy przybywa owad zwabiony zapachem, prawie zawsze jego nóżka, czułki albo trąbka kończą w zbiorniczku z pyłkiem. Nie daje rady się oswobodzić i odlatuje obciążony dwiema torebeczkami z pyłkiem, które w taki sposób docierają do innego kwiatu."
"Ale jeśli są tak dokładnie zamknięte," przerywam mu "to jak dochodzi do zapłodnienia?" "Wystarczy, że jedna" kontynuuje "spadnie na narząd płciowy i wówczas zadba o zapłodnienie ta dziwna rurka, która wydłuża się jak korzeń aż sięgnie właściwego miejsca." Wiedząc, że w tym systemie wystarcza do zapłodnienia jedna granulka pyłku powstaje pytanie, do czego potrzebne są wszystkie pozostałe. Nikt nie wie. Prawdopodobnie to pamiątka z przeszłości, i w przyszłości, ze względu na efektywność systemu, zredukuje się ich ilość.
Przez tydzień kręciłem się po Ogrodzie szpiegując z Hasselbladem, z potężnym obiektywem, dojrzewanie setek gwiazd i pytając napotkanych botaników gdzie mogę znaleźć te piękności "w naturalnym krajobrazie".
Stapelie są faktycznie roslinami bardzo maskującymi się, z kapryśnymi kwiatami, często małymi, które rozwijają się kiedy same chcą. Wreszcie Ernest Van Jaarsveld dzwoni do mnie ze sławnego ogrodu botanicznego w Kirstenbosch, gdzie na stanowisku niedaleko Cape Town, Orbea variegata jest w stanie kwitnienia, ale z fotorafowaniem jej "w dzień mogą wystąpić problemy". Nie do końca zrozumiałem, ale dołączyłem do niego natychmiast i kilka godzin później jesteśmy już w przepięknym wiejskim domu, obłożonym ciężkimi głazami. Wielkie, żółte kwiaty, jakie wydaje Orbea variegata uwielbiają skały nadmorskich urwisk, ale mają "malutką" wadę - rosną na jedynej plaży dla nudystów w całej Południowej Afryce. Będę musiał zadowolić się, nieco później, zdjęciem pierwszego planu, przy użyciu lampy.
Stapelie w naturze obfotografuję z Johnem Lavranos, w Namibii. Udaliśmy się, specjalnie po te rosliny, dwoma dżipami, tam gdzie od lat nikt nie postawił stopy, gdzie deszcz jest rzadkim wydarzeniem i gdzie w dzień temperatura przekracza nawet 45 stopni Celsjusza. Życie jest ściśle związane ze sprytem i z niesamowitymi porannymi, codziennymi mgłami jakie się formują wzdłuż wybrzeża w efekcie zimnego prądu z Bengueli. Gdzie antyczne, cyklopowe skały palone słońcem, w efekcie erozji przybierają różne barwy, pokrywają się tysiącami żółtych i czerwonych porostów, które wydają się formować z pary wodnej. I tam często znajdujemy stapelie pod skałami.
"Szukają ochrony przed słoncem" komentuje John Lavranos "Korzenie znajdują się w chłodzie i do tego wchłaniają rosę, która rano spływa ze skały." Przypominają kaktusowate, z okrągłymi pniami, napuchnięte wodą, liscie maja zredukowane do mniej lub bardziej widocznych wyrostków, są kolczaste aby zredukować parowanie wody oraz wyłapywać wilgoć z powietrza. "Nazywają je ogórkami buszmenów", kontynuuje, "i niektóre gatunki, smaczne i soczyste, ryzykują wyginięcie." Nie próbuję posmakować, ale wącham malutkie kwiatki z zaciekawieniem. "Nie wszystkie", wyjaśnia mi John, "czuć mięsem lub rybami w stanie rozkladu. Te, co rosną na pustyni, gdzie poza nielicznymi muchami jest niewiele insektów, muszą się z konieczności przystosować paskudnych upodobań owadów, ale około 20% wydaje przyjemny zapach jabłek, bananów, dojrzałych owoców co nieodparcie przyciąga różne muszki."
Później zauważam dziwne "rogi", duże w porównaniu z roślinami, które wychodzą z pni. To są charakterystyczne owoce stapelii: zawierają setki nasion z parasoleczką, które się rozsiewają na przestrzeni kilometrów, niesione suchym, pustynnym wiatrem. Upadają, podrywają się, i na koniec zatrzymują się gdzie jest jakaś przeszkoda: pod kamieniami wlaśnie. Tam życie jest mozliwe: czekają nawet latami na deszcz i kiedy cudownym zrządzeniem nadejdzie kiełkują w pośpiechu, nieraz w ciągu 24 godzin.
"Często", zwraca mi uwagę John, "kielich zapłodnionego kwiatu nie odpada natychmiast z koroną aby zrobić miejsce dla owocu, ale się blokuje i czeka nawet do 6 miesięcy zanim wyprodukuje nasiona. W ten sposób roslina ma druga szansę na wysianie się, którą zarządza tajemniczo w zależności od zmian klimatu."
Niektórzy uważają, że stapelie przybyły do Południowej Afryki z Indii, przebywając ponad 10.000km w formie fruwających nasion. Bazują na fakcie, że Frerea indica, jedyna stapelia z liśćmi, żyje tylko w Indiach i że brak lisci roślin jest wyjątkiem, dostosowaniem się, więc wynikiem.
Ale John nie jest za bardzo przekonany.
"Nie istnieją", mówi, "skamieliny potwierdzające ta teorię, a ponadto kwiat Frerei, praktycznie identyczny jak pozostałe, nie prezentuje żadych archaicznych cech. Prawdopodobnie stapelie miały swoje centrum rozwoju we wschodniej Afryce, gdzie widocznie kiedyś miały liście, i stamtąd rozprzestrzeniły się później na południe i północny zachód aż po Indie. Dzisiaj Afryka Południowa gości ponad 50% gatunków, następna jest Somalia, Eritrea, południowy zachód Arabii i północny wschód Kenii z około 35%, a pozostałe 15% jest rosproszonych na północy Afryki, w Europie, W Indiach, na Madagaskarze, gdzie niedawno został odkryty gatunek Stapelianthus hardyi."
Kilka dni później, w Ogrodzie Botanicznym Pretoria, mam za przewodnika jego odkrywcę, Dave Hardy, odpowiedzialnego za ogród i za cieplarnie. Przechodząc od cudu do cudu zauważamy na jednej z roślin, między normalnymi kwiatami niesamowite gwiazdy z 4 wierzchołkami. Nie jest to rzadki przypadek i u jednego z kolekcjonerów z Pretorii, Van Zantena, odkrywam jedną z sześcioma. Analogiczne fenomeny zostały odnotowane także w Monte Carlo.
Nikt nie ryzykuje dokładnej odpowiedzi. Niezmordowane poszukiwanie "nowych dróg" przez stapelie jasno pokazuje, że ewolucja nie jest faktem z przeszłości, ale aktualnym. I że "stworzenie", nawet jeśli nie jesteśmy przyzwyczajeni tak mysleć, nie jest jeszcze ukończone.
Jak się je uprawia?
Niektóre asclepiadacee
(orbee ?), bliskie krewne stapelii, można z powodzeniem uprawiać na tarasie lub w domu. "Kwiat woskowy" (hoya carnosa) na przykład znajduje się we wszystkich Ogrodach. To wieczniezielone pnącze z giętkimi pędami i powietrznymi korzonkami, bardzo odpowiednie do oprawy okien i werand. Liście, owalnie-podłużne, zaostrzone i mięsiste, mogą być zróżnicowane; i niesamowite kwiaty w kształcie gwiazd, zebrane w eleganckie półkoliste parasole, rozkwitają od wiosny do lata, rozsiewając nocą intensywny słodki zapach. Występujące od południowych Chin po Queensland w Australii, ten gatunek potrzebuje wiele światła, częstego podlewania w lecie oraz minimalnej temperatury przynajmniej 10 stopni. Rozmnaża się łatwo poprzez sadzonki wierzchołkowe, podłoże powinno byc bogate i piaszczyste, z dobrym drenażem dla uniknięcia zgnilizny korzeni. Analogicznie uprawia się Hoya purpureo-fusca, Hoya linearis i Hoya bella, które odwdzięczają się przecudnymi zwisającymi kaskadami.
Kto ma werandę ogrzewaną, dobrze oświetloną, może z łatwością uprawiać także Asclepias curassavica, podczas gdy na dziko do wysokości około 600m występuje także Asclepias syriaca z pęczkami różowych kwiatów.
W krajach anglosaskich, za szkłem, rosną nierzadko Ceropegia ampliata, z kwiatami podobnymi do balonów, i sandersonii, jeden z niewielu kwiatów zielonych, oraz najpospolitszy "naszyjnik serc" (Ceropegia woodii), rodzaj skromnych koron z niezwykłymi kaskadami listków w kształcie serc. Bywa często używana w cieplarniach jako podkładka pod szczepione stapelie tropikalne. Wystarczy ściąć jej małą bulwkę wystającą z ziemi i za pomocą dwóch gumek umocować pień rzadkiej rośliny, precyzyjnie na środku, uważając bardzo aby w punkcie styku nie tworzyły się bąbelki powietrza. Po 8 dniach zaszczepiona roslinka powinna się przyjąć i można usunąć gumki. To rozwiązuje część problemów, ale i tak hodowla stapelii to zajęcie dla specjalistów, ponieważ jest to ciągła walka z "mal bianco"
( to jakaś choroba grzybowa, prawdopodobnie objawia się białym nalotem, mączniak? ) i z innymi mikroskopijnymi grzybami, które pojawiają się niespodziewanie znikąd jak tylko wzrośnie wilgotność.
Lepiej ograniczyć się, jak sugeruje John Lavranos, do gatunków południowoafrykańskich tolerancyjnych na zimno i gdzie klimat na to pozwala trzymać je pod gołym niebem w pełnym słońcu. Zimą, w Johannesburgu i Cape Town, temperatura może spadać nawet do -6 stopni Celsjusza, ale w dzień temperatura rośnie do 15-20 stopni. Stapelie wytrzymują więc nawet mróz, ale krótkotrwały, nie są odporne na dłuższe okresy zimna. W klimatach śródziemnomorskich możnaby zatem gościć je w "kieszeniach", dobrze drenowanych, między skałami wyeksponowanymi na słońcu, gdzie nagrzewając się tworzą, szczególnie w miesiącach krytycznych, odpowiedni mikroklimat.
"