Czasami zabija nadmiar troski
Muszę potwierdzić (muszę, choć boję się mojego Darczyńcy

).
Mój hibi stoi byle gdzie (w sensie, że nie przeżywałam mąk piekielnych pt. "Gdzie mu będzie najlepiej"), jak nie kwitnie to prawie o nim nie pamiętam (dzięki czemu nie jest zalany), tyle tylko, że nawożę od pierwszego podlewania, bo tak mi kiedyś poradził ogrodnik. Powiedział, że rośliny w czasie przygotowania do sprzedaży są regularnie nawożone dolistnie, potem sterczą w markecie albo innym miejscu czekając na klienta i oczywiście nikt ich nie nawozi, więc jedno z dwojga - albo są głodne, albo przyzwyczajone do regularnego dokarmiania. Tak czy owak zdaniem owego fachowca kupione rośliny należy zaopatrzyć w jedzonko, czyli albo nawozić albo przesadzić.
Ponieważ mój hibiscus nie został przesadzony (bo co trochę kwitnie

), więc dostaje jedzonko z wodą i nie narzeka.
Ps do Darczyńcy: miejsce hibiego musiało spełnić tylko jeden warunek - być "na oczach"
