Do pobierania i przetwarzania pokarmu, czyli fotosyntezy
każda roślina potrzebuje nastepujących czynników:
- światła
- dwutlenku wegla
- odpowiedniej temperatury
- wody
Natężenie i produktywność fotosyntezy, zależy od minimalnego natężenia jednego z w/w czynników.
Jest to tzw. prawo minimum Liebiga.
Po polsku - jeśli roślina ma mało wody ( zimne podłoże, susza, południowy upał),
to procesy pobierania i przyswajania pokarmu, spadają proporcjonalnie, do ilości dostępnej wilgoci.
I odwrotnie, jeśli temperatura jest za niska, a wilgotność gleby za wysoka,
korzenie nie mogąc oddychać, zaczynają chorowac/ gnić.
Przy wysokiej temperaturze, a dodatkowo w mokrym lub zakażonym podłożu,
aktywizują się chorobotwórcze grzyby i bakterie, dodoatkowo osłabiając roślinę/ sadzonkę.
Podobnie, gdy nadchodzi zima i spada temperatura, to procesy oddychania, przyswajania wody, spadają podobnie, jak ilość dostraczanego ciepła.
( np. stałe lodowate przeciągi, wychłodzenie hoyowego pokoju).
Wtedy rosliny zapadają w sen, podobnie, jak ludzie i nie potrzebują pokarmu i picia,
w takiej ilości, jak dostarczane w stanie pełnej, letniej wegetacji.
Rośliny pobierają wodę z substancjami odżywczymi przez:
- korzenie włośnikowe
- grubsze korzenie ( np.komórki przepustowe)
- aparaty szparkowe w liściach i przetchlinki na częściach zdrewniałych
-i wysycają tkanki wodą, zwiększając turgor ( moczenie nagokorzeniowych)
Woda ta stanowi ok.:
80% masy w liściu
40-55% masy pnia drzew
Zimą, ( u domowej hoi, będzie to trwałe ochłodzenie powietrza
lub zimowy spadek naświetlenia!) rośliny przygotowując się do snu,
niejako "obkurczają" pojemność wodną tkanek i na miejsce części wody,
wprowadzają inne substancje chemiczne, podwyższające mrozoodporność
(vide - carnosy na klatkach schodowych lub w zakładach przemysłowych,
zostawione "same sobie" i żyjące nawet po ziemie stulecia

).
Maxymalną, fizjologiczną odporność na niskie temperatury, rośliny uzyskują
w sytuacji stałego, powolnego ograniczania światła i temperatury,
czyli gdy zaczyna się robić zimno i pochmurno.
Wtedy też gwałtownie zmniejsza się zapotrzebowanie na wodę i składniki odżywcze.
Stan ten nazywamy " zimowym spowolnieniem wegetacji."
Na przedwiośniu gdy zaczynają się już duże, dobowe wahania temperatur na parapecie, skutkujące procesami nagrzewania i oziębiania rośliny ( jak fińska łaźnia - z wrzącej parówki do przerębla), może nastąpić rozhartownie rośliny.
Takie nagłe ocieplenie temperatury powietrza w słońcu, powoduje skokowe,
szybkie nagrzanie tkanek w " skurczonych" komórkach.
Im większe dobowe wahanie ciepło-zimno, tym większe uszkodzenia tkanek.
Powstawaniu uszkodzeń tkanek można zapobiec lub w znaczny sposób ją ograniczyć poprzez podtrzymywanie stałego poziomu fotosyntezy, mniej więcej na równym poziomie, przez cały rok:
- sztucznie doświetlając rośliiny
- utrzymując równą wysokość temperatury otoczenia np. maty grzewcze, kaloryfer podkorzeniowy
- dawkując wodę i substancje odżywcze
proporcjonalnie do natężenia światła
i temperatury (prawo minimum Liebiga)
P.S.
Tekst dostosowałam do potrzeb bylinowych.
Dotyczy on większości roślin, bo fizjologia i morfologia nie jest u nich drastycznie różna,
a podstawowe czynniki stymulujące procesy życiowe, są takie same.
Temat ten, jest z zasadzie moim głośnym myśleniem, wynikającym z niechęci niektórch hoi, do wypuszczania korzeni i / lub wznawiania wegetacji. I zadając sobie pytanie :co źle robię?, czego daję za mało lub za dużo?,
już wiem, że dałam im za mało ciepła

Zaczęłam ten temat i liczę, że Wy także podzielicie się swoimi doświadczeniami
i przemyśleniami, a dzięki temu, popełnimy mniej błędów w ukorzenianiu i prowadzeniu
w końcu cennych, hodowli.
